Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
457 postów 1198 komentarzy

GEOPOLITICA & DINTORNI – Włoski punkt widzenia

RAM

O tym jak syjon z Wall Street uratował chińskich komuchów

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

«Liberalizm totalitarny – podobnie jak stało się to z sowietyzmem marksistowskim – padł ofiarą swych własnych sprzeczności i swej własnej ideologii...»

Dziś, świetny artykuł Mistrza Blondeta o Chinach:

 
O tym jak Wall Street uratowała ostatnią istniejącą na świecie partię komunistyczną
COME WALL STREET HA SALVATO L’ULTIMO PARTITO COMUNISTA RIMASTO
 
 
Maurizio Blondet      29 marzec 2019       tłum. RAM
 
 
«Wanda» była nazwą myszy komputerowej, produkowanej przez korporację międzynarodową Logitech – z siedzibą w Kaliforni – której roczna sprzedaż wynosila 20 milionów sztuk. W moim eseju z roku 2004, noszącym tytuł «Niewolnicy Banków», dotyczącym zglobalizowanego i wkraczającego w swą końcową fazę kapitalizmu, wyjaśniałem:
 
«Wandę» wytwarza się w zakładzie w Shouzou, którego pracownice zarabiają 80 dolarów miesięcznie. W sklepie, mysz kosztuje 40 dolarów. 14 z nich idzie dla dostawców komponentów, z jakich składa się «Wanda»: chip wewnętrzny produkowany jest przez malezyjską filię Motoroli, czujnik optyczny przez amerykańską Agilent, zaś składniki pozostałe przez amerykańską Cookson Electronics, ulokowaną w Yunnan.
 
Hurtownicy i detaliści biorą dla siebie dalsze 15 dolarów. Spółka Logitech, dająca myszy swój znak towarowy, pobiera za to 8 dolarów. Chińczykom pozostają 3 dolary, z których muszą opłacić 4-tysięczny personel zakładu, transport i koszty ogólne.
 
Tak wyglądają obecnie – i tak wyglądały już wcześniej – idealne warunki dla kapitalizmu zglobalizowanego, którego przodownicy notowani są na Wall Street: produkcja fizyczna towaru płacona jest możliwie jak najmniej, podczas gdy największy zarobek osiągają procedury niematerialne, takie jak design, royalties, logo, usługi sprzedażowe, dystrybucja i marketing. A wszystko to w kontekście rozbudowanej i powszechnej utopii – władającej mózgami globalistów: delokalizacji produkcji do miejsc, gdzie siła robocza jest tania i sprzedaży wyprodukowanych towarów w krajach o wynagrodzeniach wysokich – tak, by zarobić jak najwięcej.
 
Fakt, że ostatecznie, wysokie pensje – właśnie wskutek delokalizacji produkcji – zniknęły, nie zmartwił "geniuszy" z Wall Street; wobec redukcji siły nabywczej pensji pracownika, banki usłużnie zaproponowały mu zadłużenie się.
 
To banki zapragnęły wejścia Chin do Światowej Organizacji Handlu (WTO): Bill Clinton – przysłuchujący się bez chwili wytchnienia Wall Street – zadowolił je (nie jest przypadkiem, że także Clinton brał udział w anulowaniu Glass-Steagall Act – chodzi o ustawę zatwierdzoną w 1933 roku przez Kongres USA, której głównym postanowieniem był zakaz łączenia działalności komercyjnej banków (tj. udostępniania depozytów i kredytów) z działalnością inwestycyjną).
 
 
 
Ponadto, WTO (będąca super-organizmem powołanym do przeprowadzenia globalizacji poprzez redukcję wszystkich ceł, tak by ich wartość nie przekraczała 3 %) nie zażądała od Chin tego, czego wymaga od innych jej członków: tj. od uznania patentów po powstrzymanie się od nieuczciwych praktyk handlowych oraz fałszerstw.
 
Przede wszystkim zaś, należało zająć się wolnym przepływem walut krajowych na rynkach walutowych. W przypadku wysokiego eksportu, międzynarodowa wartość waluty kraju eksportującego (przy założeniu, iż jej przepływ na rynkach walutowych jest swobodny) wzrasta, co sprawia, że eksport tego kraju staje się mniej konkurencyjny.
 
Chinom natomiast, pozwolono działać na rynkach światowych, pomimo iż używały waluty krajowej niewymienialnej, tj. takiej, której wartość dekretowana jest przez państwo, co oznacza, że do niskich wynagrodzeń reżim dodawał także dumping walutowy.
 
Nie trzeba było być geniuszem, by pojąć, że kraj, który produkował 2 miliony inżynierów rocznie, wkrótce zaprzestanie eksportować tandetę i elektronikę montowaną na licencji.
 
Stało się jeszcze gorzej: wraz z wejściem do WTO, chińska epoka post-maoistyczna uznana została za «gospodarkę rynkową» - co jest absurdem.
 
Status ten, w poprzednich dziesięcioleciach nigdy Chinom nie został przyznany – uzyskiwały one co najwyżej pozycję określaną jako "most favoured nation" (MFN) – rangę, która była corocznym przedmiotem dyskusji w Kongresie amerykańskim i która była odwoływalna.
 
Status MFN pozwalał najrozmaitszym amerykańskim stowarzyszeniom – antykomunistycznym, protekcjonistycznym, nacjonalistycznym, zrzeszającym bojowników o prawa człowieka, a także ugrupowaniom ekologistów – poprzez przypominanie parlamentarzystom kwestii Tybetu czy chńskich gułagów – na sprzeciwianie się handlowym otwarciom USA.
 
Od wejścia do WTO, Chiny zostały włączone do grona krajów posiadających tzw. «permanent normal trade relations (PNTR)», który jest statusem nieodwołalnym.
 
 
Od roku 2000 – zgodnie z analizą MIT(Massachusetts Institute of Technology) – w sektorach przemysłu wysokiej technologii – Stany Zjednoczone straciły łącznie 985 000 miejsc pracy, tj. 20 % - co Wall Street przyjęła z entuzjazmem, jako że – od niepamiętnych czasów – każdą redukcję personelu giełda witała jako dowód efektywności stosującego ją przedsiębiorstwa, a także jego zdolności do tzw. «zmniejszania kosztów».
 
Proceder ten odbywał się aż do momentu, w którym zauważono, że USA stały się krajem zdezindustrializowanym i że z Chin nie importowano już więcej dziadostwa, ale komputery, tablety, smartphony, baterie i płaskie ekrany – nie zapominając o chińskich samochodach elektrycznych, których produkcji na Zachodzie zaprzestano. Zaś nade wszystko dopóki nie zorientowano się, że rywalami światowych kolosów Web-u – określanymi jako GAFA (Google Apple Facebook Amazon) – stały się przedsiębiorstwa chińskie, takie jak Baidu, Huawei, Alibaba, Xiaomi. Połapano się więc w tym, że wyhodowano tytana, który dla «królestwa nieistniejącego fizycznie» – w którym miano pewność dominowania na wieki – stał się zagrożeniem.
 
Można więć postawić pytanie: Czy Wall Street tego wszystkiego nie przewidziała?
 
Ależ oczywiście, że przewidziała. Rzecz e tym, że ma to gdzieś.
 
Uwalniając się poprzez delokalizację od zależności od amerykańskiej siły roboczej – amerykańskie korporacje międzynarodowe notowane na Wall Street wygenerowały zyski, o jakich wcześniej się im nie śniło, a ponadto stały się jeszcze większe i jeszcze potężniejsze.
 
W praktyce, to niskopłatni pracownicy chińscy pomogli w wywindowaniu do niewiarygodnego wręcz poziomu notowań giełdowych wielkich korporacji międzynarodowych. Zauważmy, że podczas gdy udział produktu krajowego brutto USA w produkcie światowym zmniejsza się nieustannie, amerykańskie korporacje międzynarodowe – w procesie globalizacji – stały się coraz to bardziej dominującymi, zaś ich zyski wzrosły do kwot nieprawdopodobnych.
 
Badania przeprowadzone w roku 2014 przez International Studies Quarterly – podczas których przeanalizowane zostały 2 tysiące najważniejszych przedsiębiorstw świata – wykazywały, że koncerny amerykańskie zagarnęły 84 % udziału w zyskach, jak chodzi o komputery (hardware i sofware), 89 % jak chodzi o sprzęt medyczny i 53 % w sektorze produktów farmaceutycznych oraz biotechnologii.
 
W branży usług finansowych – udział w zyskach takich kolosów jak Goldman Sachs wręcz wzrósł po krachu na Wall Street (z roku 2008) z 47 % do prawie że niewiarygodnych 66 % osiągniętych w roku 2013.
 
Miliarderzy amerykańscy stanowią 44 % ich ogółu światowego, natomiast Chińczycy jedynie 4 %.
 
 
Zgodnie z opinią witryny «Politico»:
 
«Pomimo dziesiątków lat rywalizacji globalnej i wzrostu gospodarczego innych regionów świata – takich jak Azja – amerykańskie korporacje międzynarodowe nadal dominują na szczytach kapitalizmu globalnego, co stanowi sukces, którego zabrakło amerykańskim rachunkom narodowym».
 
Podsumowując, na rynku światowym USA podupadają, ale jego korporacje międzynarodowe triumfuję i tuczą się.
 
Interes narodowy w żaden sposób nie pokrywa się z interesem korporacji międzynarodowych (i o tym w gruncie rzeczy wiedzieliśmy), jako że «naród» i «blok miliarderów» to dwa przeciwne sobie losy, co zresztą widoczne jest na całym Zachodzie. Tyle że interes międzynarodowy posiada wystarczająco dużo miliardów, by kupić sobie rządy i ustawodawstwo, tak, by jego business zbiegał się z politykami krajowymi.
 
Kiedy kwestionowano funkcjonujące w Chinach powiązania pomiędzy partią i przedsiębiorstwami oraz bankami państwowymi (które udzielają pożyczek poniżej stóp rynkowych) – standardową odpowiedzią było: zobaczycie, wystawienie Chin – poprzez ich wejście do WTO – na konkurencję, zobowiąże je do zreformowania ich systemu gospodarczego.
 
Jak wiadomo, na uniwersytetach uczy się, że «rynek», bezdyskusyjnie, prowadzi do «pluralizmu», więc tym samym rodzi «demokrację». Panowało przekonanie, że liberalizm gospodarczy zmusi masy chińskie do zażądania wpierw liberalizacji politycznej, a później rywalizującej ze sobą wielopartyjności. Sądzono, że otworzenie gospodarki zachodniej na eksport chiński, popchnie Pekin w kierunku liberalizmu – najpierw ekonomicznego, a następnie politycznego.
 
Jak się okazało, utożsamianie «rynku» z «wolnością» należy do czystej ideologii.
 
Kasta partii chińskiej jest wierna innemu rodzajowi światopoglądu. Tym bardziej, że obserwowała – i przeanalizowała z bliskiej odległości – upadek bloku sowieckiego, wyrabiając sobie zdanie co do skutków błyskawicznego przechodzenia z gospodarki państwowej na system rynkowy, zastosowanego tam zgodnie z «terapią szokową», którą naiwnym «gorbaczowianinom» zaleciła tzw. szkoła chicagowska. Jej skutkiem była zapaść ekonomiczna kraju i splądrowanie jego zasobów przez obcą finansjerę, a nade wszystko upadek reżimu jednopartyjnego. Rząd chiński nie ma żadnego zamiaru scedowania komukolwiek kontroli nad państwem, a już najmniej przekazania jej «rynkowi» międzynarodowemu.
 


   
Z drugiej strony, przywództwo chińskie miało przed sobą dodatkowy problem egystencjalny, a mianowicie fakt, iż państwa położone w pobliżu Chin – Japonia, Tajwan, Południowa Korea – zaczęły – podczas procesu globalizacji – stawać się coraz to bogatsze. Sprzedawały swe towary Stanom Zjednoczonym – a zatem rosły do pewnego stopnia w siłę, podczas gdy Chiny pozostawały biedne i zacofane, więc tym samym narażone na obce presje, co oznaczało dla nich możliwość powrotu do koszmarnego «wieku upokorzenia» - którego początkiem był wybuch Wojny Opiumowej.
 
Rozwiązaniem opisanych problemów chińskich stała się akceptacja globalizacji “à la carte” (na co Wall Street wyraziła zgodę: miliardy zarobionych dolarów, Pekin inwestował w amerykańskie obligacje skarbowe – następnie finansował swego klienta udzielając mu kredytu), jednakże w rzeczywistości, Chiny schroniły się przed «rynkami», używając do tego celu Wielkiej Zapory Sieciowej (Great Firewall) – narzędzia masowej inwigilacji i represji, które okazało się także efektywnym instrumentem polityki przemysłowej.
 
 
 
Z tego to powodu, dla przykładu, wielkie korporacje wyspecjalizowane w technologiach cyfrowych – w pełni świadome tego, że przekształcenie wewnętrznego rynku chińskiego w pole gry łatwej i autonomicznej nie jest możliwe – pozostawiły go w rękach przedsiębiorstw lokalnych, będących ich wspólnikami.
 
Przy pomocy przezornych «prywatyzacji», Pekin ostrożnie otworzył się na obce spółek pragnące delokalizować swe produkcje: najpierw zrobił to wobec tych o niskim zaawansowaniu technologicznym, potem wobec tych o zaawansowaniu średnim, a na koniec wobec wszystkich możliwych, włącznie z sektorem wysokich technologii.
 
Od roku 2003, partia chińska (pod przewodnictwem Hu Jintao) zakończyła okres pseudoprywatyzacji i stworzyła specjalną radę – przez siebie kontrolowaną – służącą do nadzorowania gospodarczych gigantów państwowych. Z nadejściem Xi Jinping'a, partia chińska jednoznacznie powróciła do roli centrum ekonomicznego i gwaranta stabilności. Kontrola uskuteczniana przez nią jest silniejsza od funkcjonujących wcześniej, co stało się możliwe za sprawą udoskonalenia systemu tzw. cyfrowego «kredytu społecznego», który ocenia każdego Chińczyka, przyznając mu punkty. Określana w ten sposób «lojalność» i «uczciwość» obywatela posiada wartość progową, poniżej której nie może on wsiąść do pociągu czy do samolotu lub udać się za granicę.
 
 
 
Wszystko to jednakże nie stanowi przeszkody dla Xi Jinping'a, by wychwalać w Davos globalny wolny rynek – w odpowiedzi na cła, którymi grozi mu Trump – co odbywa się wśród gromkich oklasków osób obecnych tam, dla których «protekcjonistą» jest Donald.
 
Rzecz w tym, że Trump – niespodziewanie głosowany przez tę część społeczeństwa, która utożsamia się z interesem narodowym –  podeptanym i wykorzystanym przez interes korporacji międzynarodowych – chciałby przeciwstawić się nie tylko Jedwabnemu Szlakowi,ale być może w stopniu jeszcze większym, programowi noszącemu nazwę Made in China 2025, w ramach którego partia chińska – czarno na białym – wyznacza sobie za cel zdobycie światowej dominacji w odniesieniu do całej serii technologii, tj. «od przemysłu lotniczego i kosmicznego po roboty przemysłowe, od satelitów po półprzewodniki, od superszybkich kolei po piekarniki».
 
 
Program ten jest «zamachem na geniusz amerykański» - zaczął krzyczeć Peter Navarro, doradca Białego Domu ds. handlu. Dodał jeszcze, że: «Cła zaordynowane przez Trumpa są odpowiedzią na polityki, które zmuszają koncerny amerykańskie do przenoszenia własności intelektualnych na konto spółek chińskich».

 
No cóż! W Ameryce, wreszcie zorientowano się co się dzieje.
 
Obecnie pojawia się jeszcze inne zagrożenie:
 
Z jakiego powodu Pekin miałby kupować Boeing'a dla swych przedsiębiorstw lotniczych, gdy może zacząć produkować własne samoloty Boeing'o-podobne?
 
Zdesperowany The Atlantic uznaje, że: «Znormalizowanie stosunków handlowych z Chinami było błędem».
 
 
Z odpowiednim opóźnieniem, także Niemcy zredagowały ich Program Niemiecki: Przemysł 4.0, który jest kopią chińskiego Made in China 2025. Oczywiście projekt niemiecki jest sfinansowany słabiej, niemniej jednak, jest on próbą wprowadzenia do gospodarki interwencji państwa – w kontekście, w którym Ameryka będzie mieć dla Berlina coraz to miejsze znacznie.
 
 
Gdybyśmy chcieli pofilozofować sobie nieco nad przedstawioną powyżej rzeczywistością, powinniśmy wskazać na następujący podwójny paradoks, mówiący, iż:
 
- ostatnia superpotęga funkcjonująca na świecie – poprzez jej akces do globalnego liberalizmu – doprowadziła do triumfu ostatniej pozostałej przy życiu partii komunistycznej;
 
- liberalizm totalitarny – podobnie jak stało się to z sowietyzmem marksistowskim – padł ofiarą swych własnych sprzeczności i swej własnej ideologii.
 
***
 
Ciekawe uwagi jednego z komentatorów:
 
Chińczycy uczą się od naszych "starszych braci" syjonistów tego, jak – przy pomocy sektora finansowego – inwestuje się kapitały uzyskane z gospodarki realnej.
 
Jednakże, w przeciwieństwie do upadłych Amerykanów, Chińczycy nigdy nie pozwolą syjonistom na przejęcie sterów ich gospodarki finansowej. Oczywiście, nauczą się od nich funkcjonowania jej mechanizmów – po to,by później kontynuować bez czyjejkolwiek pomocy.
 
Chińczycy nigdy nie pozwolą na to, by gospodarka opierająca się na produkcji dóbr materialnych podporządkowana została sektorowi finansowemu, ponieważ filozofia konfucjańska – która do dnia dzisiejszego kieruje życiem Chińczyków – za podstawową zasadę uznaje konieczność równowagi i harmonii pomiędzy różnymi frakcjami społeczeństwa.
 
Strach Zachodu przed Chinami jest uzasadniony?
 
Czy doprawdy można sądzić, że Chiny są czymś bardziej niebezpiecznym od amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, zarządzającego całym światem w rytm bombardowań?
 
 
Alby czy są czymś groźniejszym od syjonistycznej elity finansowej, prosperującej na – wybuchających jedna po drugiej – bańkach spekulacyjnych i prowokująca zjawisko pustynnienia przemysłowego?
 
Chiny dążą do supremacji światowej, więc rzeczą usprawiedliwioną jest kontrolowanie ich poczynań.
 
Jednakże unilateralna dominacja amerykańska doprowadziła do tego, że garść rodzin syjonistycznych kontroluje całą gospodarkę światową i rozpętuje na kuli ziemskiej serie niekończących się wojen, po to, by siać zamęt i dzięki niemu ułatwić sobie podbój świata.
 
Czy Chińczycy mogą zachować się gorzej? Nie sądzę.
 
Jest prawdą, że setki milionów obywateli Chin – w kontekście populacji liczącej 1.5 miliarda osób – są biedakami, jednakże na przeciągu zaledwie kilku lat powstała chińska klasa średnia – również licząca kilkaset milionów obywateli, której liczebność, wg. ekspertów, wzrośnie wkrótce w sposób wykładniczy.
 
Kiedy mówi się o nędzy chińskich terenów wiejskich, warto postawić pytanie:
 
Czy byliście się kiedyś w amerykańskim Midwest-cie, albo czy odwiedziliście slumsy wokół amerykańskich metropolii – tj. czy znaleźliście się wśród ludzkich odpadów neoliberalizmu amerykańskiego?
 
Rodziny syjonistów były przeświadczone o potędze swego sprytu, jednakże okazało się, że na swej drodze spotkały ludzi od nich inteligentniejszych.
 
Chińczycy udali, że można się nimi wysługiwać, podczas gdy w rzeczywistości, to oni wykorzystali syjonistów i obecnie znadują się na szczycie piramidy gospodarki światowej.
 
Byli przebiegli i w przeciwieństwie do Anglików czy Amerykanów, nie zbudowali swej supremacji używając do tego siły militarnej, ale własnej inteligencji.
 
Poza tym, czegóż uczą wschodnie sztuki walki, jak nie tego, by powalić przeciwnika, wykorzystując do tego jego własną energię?
 
Nawet wtedy, gdy Chiny były motorem ekonomicznym świata i wszystko złoto napływało poprzez Azję w kierunku ich stolicy, biurokracja imperialna ograniczała się zawsze do poszukiwania pokojowych stosunków handlowych z zagranicą.
 
Chiny mogły w sposób definitywny zdominować oceany, ale nie zrobiły tego, ponieważ nie znalazły na nich wystarczajacej ilości populacji, z którymi mogły prowadzić handel, a supremacja wojskowa nie interesowała ich.
 
Należy pamiętać, że jednym z głównych powodów wzrostu potęgi Chin było nie tylko lekkomyślne wprowadzenie ich do WTO przez elitę amerykańską – ale przede wszystkim wojny, jakie USA, przez ostatnie 20-lecie prowadziły na rzecz Izraela, które wyczerpały je ekonomicznie, a także duchowo.
 
Gdyby na początku tysiąclecia, elity syjonistyczne i neocon nie przejęły władzy w USA i nie dostosowały polityki zagranicznej amerykańskiego giganta do interesów maleńkiego państwa Izrael oraz establishment'u finansowego z Wall Street – prawdopodobnie, sprawy przyjęłyby całkiem inny obrót.
 
Kilka lat temu, kilku amerykańskich profesorów uniwersyteckich przeprowadziło badania na temat faktycznego wkładu Stanów Zjednoczonych do kultury światowej. Poszukiwania dostarczyły jednego tylko elementu: był nim jazz, który po poddaniu go bliższej analizie okazuje się mieć rodowód afrykański.
 
Podsumowując, gdyby USA nagle zniknęły z powierzchni świata, bądźcie świadomi, że spadkiem, jaki pozostawiłyby po sobie byłby jazz oraz magazyny pocisków i bomb atomowych – rozsiane po całym świecie.
 

Wybór tekstów, tłumaczenie i opracowanie: RAM

 

Rozpowszechnianie treści przetłumaczonych artykułów (z podaniem nick'a autora tłumaczeń i wskazaniem adresu tekstu źródłowego) jest dozwolone wyłącznie na darmowych platformach elektronicznych.

KOMENTARZE

  • @Autor
    5*
    Miałem napisać, że to pierwszy optymistyczny tekst pana Blondeta, ale ...
    Nie rozwodząc się zbyt wiele, to powinno się takie informacje przyjąć z nielada entuzjazmem, ale nie wierzę, że Żydzi nie rozpętają wojny w obliczu swojej klęski, jednak nadzieja w tym, że to będzie ich ostatnia wojna.
  • Co wykorzystali Chińczycy......
    ..... o czym mówił W.I.Lenin?

    Otóż wcielili do praktyki jego słowa:

    "Kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy."
  • Nie jest tak różowo:
    "Chińczycy udali, że można się nimi wysługiwać, podczas gdy w rzeczywistości, to oni wykorzystali syjonistów i obecnie znadują się na szczycie piramidy gospodarki światowej."
    --------------
    Czarci pomiot z rozmysłem zaprzągł Chiny nie tylko do zlikwidowania Białej Ameryki ale do likwidacji białej rasy w ogóle.
    Wniosek?
    Upadek Białej Ameryki wcale nie znaczy, że na Ziemi czarci pomiot stanie się bezsilny wobec ludzi stworzonych przez Boga - wyłączając z tego biała rasę - bo tej już nie będzie.
  • Chińczycy nigdy nie pozwolą syjonistom na przejęcie sterów ich gospodarki finansowej - Czyżby?
    Autor napisał:

    Jednakże, w przeciwieństwie do upadłych Amerykanów, Chińczycy nigdy nie pozwolą syjonistom na przejęcie sterów ich gospodarki finansowej. Oczywiście, nauczą się od nich funkcjonowania jej mechanizmów – po to,by później kontynuować bez czyjejkolwiek pomocy.

    Chińczycy od samego początku byli kontrolowani przez syjonistów żydowskich. Więcej, to oni zorganizowali komunę w Chinach, zanim sami Chińczycy dowiedzieli się, że mają być rządzeni przez żydowskich komunistów.

    Więcej w tym artykule. COnajmniej dwóch żydwskich komunistów zasiadało w chińskim politbiurze od samego początku istnienia KPCh do początku lat 2000-cznych.

    NWO w Chinach: żydowskie oblicze

    https://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2013/07/1.jpg

    Israel Epstein, drugi z prawej, pierwszy rząd, stoi przed Mao. Później został ministrem zaopatrzenia (finansów), bardzo silnej pozycji w rządzie w erze praktycznie bezgotówkowej. Na prawo od niego jest inny żyd, także pod przykrywką dziennikarza.

    https://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2013/07/Rittenberg-and-Mao.jpg

    Mao z Sidneyem Rittenbergiem. Wikipedia twierdzi, że zajmował się on „obserwacją” górnej półki chińskich przywódców

    https://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2013/07/4.jpg
    Sidney Rittenberg (14 sierpnia 1921, chińskie imię: Lǐ Dunbai李敦白) amerykański tłumacz i uczony, który mieszkał w Chinach 1944/79. Współpracował ściśle z założycielem Republiki Ludowej Chin (ChRL) Mao Zedongiem, szefem armii Zhu De, politykiem Zhou Enlai i innymi przywódcami partii komunistycznej w czasie wojny i był w otoczeniu tych przywódców komunistycznych w Yan’an. Z pierwszej ręki miał informacje o tym, co działo się na górnych piętrach partii i znał wielu chińskich przywódców osobiście. Był pierwszym obywatelem amerykańskim, który dołączył do komunistycznej partii Chin (KPCh).

    Układy Rittenberga pozwoliły mu odnieść sukces w działalności doradczej dla największych światowych koncernów, jak Intel, Levi Strauss, Microsoft, Hughes Aircraft i Teledesic.

    Całośc pod tym linkiem. Tak więc przekonanie, autora tego artykułu, że chińczycy na coś tam nie pozwolą syjonistom, istnieje, ale chyba jedynie w osobistych wyobrażeniach Pana Blondeta, bo brutalne FAKTY historyczne pokazują, że jest dokładnie odwrotnie, niż maluje to Nam autor tego tekstu.

    https://wolna-polska.pl/wiadomosci/nwo-w-chinach-zydowskie-oblicze-2015-07

    NIE-CHIŃSCY CHIŃCZYCY

    źródło: http://jewishfaces.com/china.html

    Pozdrawiam
  • @Jacek Boki 10:00:56
    .
    Pan nie zauważył, że komentuje Pan uwagi włoskiego czytelnika bloga Blondeta, a nie jego artykuł, który nic o tym nie pisze...

    uwagi Włocha, wbrew temu co Pan sądzi są poprawne, bo choć syjon w celu zdominowania Chin miał w nim swe wtyki - jakże inaczej bowiem mógł go zdominować, tak wcześniej, jak i później - dziś okazuje się nie mieć za dużo do gadania, co wyraźnie widać!

    żyjąc poza Polską, dostrzegam w Polakach straszliwe wprost podporządkowanie mentalne w stosunku do Żydów, tj. przeświadczenie, że nikt im dać rady nie może, więc nie ma innej drogi jak rezygnacja...

    ten sposób rozumowania Polaków jest przerażający i nic dobrego nie wróżący, ponieważ z tego rodzaju postawą człowiek nie jest w stanie działać... jedynie coś od czasu do czasu upisać na blogu czy portalu ....

    poza tym, pomimo wszystko, nie widzę potrzeby dodawania nam szacunku, pisząc o nas "Nam"!... :))))

    to nie extra szacunek jest nam potrzebny, tylko zmiana mentalności, z niewolniczej na normalną, Panie Boki!

    trzeba wyrwać się z romantycyzmu, zniechęcenia, a także z przekonania, że Polacy wiedzą wszystko najlepiej!... :)))

    też pozdrawiam!
  • @RAM 10:27:17
    Ostatnio to od pańskich tłumaczeń rozpoczynam przegląd nowinek. Podziękowania za trud.
    Wystarczy pochlebstw?
    Bez urazy. Mam wątpliwości.
    Na pewno to było w Internecie. Czytałem gdzieś kiedyś coś, co brzmiało jak raport wywiadu ekonomicznego jakiejś firmy, było w j. polskim (nie wiem czy nasze, czy też tłumaczone), miało argumenty, których nie jestem w stanie przytoczyć, wyglądało jednak solidnie. Próbowałem ten tekst odnaleźć po kilku latach, jednak nie potrafię.
    Proszę się nie obrażać, ale tamte informację traktuję tak jak to, co Pan nam przedstawia.
    Do rzeczy.
    Raport tłumaczył, że KC KPCh jest podatny na wpływy tzw. syjonistyczne i stwierdzał, że nawet do 10% członków politbiura ma bezpośrednie koneksje z tzw. diasporą żydowską. I tyle podobno wystarczy, aby mieć wpływ na zarządzanie i planowanie.
    Oceniam, że czytałem o tym nie później niż w 2002 roku.
    Czy mógłby się Pan ustosunkować do takich "rewelacji"?

    P.S. Śmiesznie to wygląda, gdy ktoś twierdzi:
    "Poza tym, czegóż uczą wschodnie sztuki walki, jak nie tego, by powalić przeciwnika, wykorzystując do tego jego własną energię?"- mając Chińczyków na myśli. Toż to Aikido. Może i podwaliny powstały w Chinach, ale to japońska sztuka walki osiągnęła w tej metodzie szczyty perfekcji.
    Nawet najmądrzejsi wychodzą na głupców, jeśli wypowiadają się na temat, na którym mało się znają.
    Zdaję sobie sprawę, że to czyjś cytat.

    pOZDRAWIAM niePOPRAWNIE niePOLITYCZNIE

    Tuz z Talii
  • Do band rosyjskich urków dołączyli wtedy Chińczycy - Bandyci w Piotrogrodzie.
    .

    Rosyjska rewolucja okazała się nie proletariacka.
    Krwawa anarchia osiągnęła apogeum jesienią 1917 roku.

    Wkrótce po wybuchu wielkiej wojny Petersburg zmienił imię: nie wypadało, by stolica walczącego z Niemcami imperium nosiła nazwę w języku wroga.
    W życiu miasta niczego to początkowo nie zmieniło. Nadal olśniewało przybyszów zimnym klasycyzmem publicznych gmachów, przestronnymi prospektami oraz długimi szpalerami kamienic.

    Na przedwiośniu 1917 r. w Piotrogrodzie kipiało życie. Dwa i pół miliona ludzi, jak przystało na globalną metropolię. Przedstawiciele kilkudziesięciu narodów i wszystkich stanów.

    Prawie co piąta osoba z tej masy legitymowała się statusem maturzysty, 40 tysięcy studentów nadawało ton życiu miasta, ale był to tylko jeden z wielu dźwięków ulicznej symfonii stolicy.

    Słychać było okrzyki piotrogrodzkich dorożkarzy, których miasto liczyło sobie 20 tys.
    Wśród nich elitę stanowili lichacze, dumni mistrzowie bata i lejców, przyzwyczajeni do obwożenia ministrów, hrabiów i profesorów.

    Mniej efektowni, ale liczniejsi (50 tys.) byli izwoszczyki, woźnice przewożący towary.
    W obrzeżnych dzielnicach gnieździło się, wraz z rodzinami, 400 tys. robotników ponad 900 fabryk i zakładów przemysłowych miasta.

    W całej tej mozaice porządku na ulicach strzegli stójkowi, szeregowi policjanci, pozostający pod rozkazami prystawów – dzielnicowych. W obrębie podwórek stróżami ładu byli dozorcy kamienic....

    https://www.newsweek.pl/plus/historia/xix-i-xx-wiek/chinczycy-a-rosyjska-rewolucja-bandyci-w-piotrogrodzie,artykuly,400471,1,z.html


    Bogumił Boguchwał
  • Chińczycy w rewolucji październikowej i nie tylko. Skąd się wzięli w takiej masie Chińczycy w Rosji, jak i dlaczego wspomagali
    bolszewików oraz jak z Rosji (i jej historii) zniknęli bez śladu?


    W Rosji byli już przed rewolucją. Pierwsza fala Chińczyków ruszyła na Syberię i Daleki Wschód już pod koniec XIX i na początku XX wieku, nieliczni dotarli dalej.

    W Piotrogrodzie przed I wojną światową szacowano ich liczbę na 3-8 tys., kilka tysięcy było w Moskwie, głównie gastarbeiterzy, ale też handlarze narkotykami, przekupnie na targowiskach. W 1917 r. na terenie Rosji bytowało już pół miliona, w tym liczni wojskowi, przy czym wraz z przedłużaniem się wojny ta liczba stale wzrastała.

    Znajdowali pracę w pasie przyfrontowym oraz w opuszczonych przez mężczyzn gospodarstwach. Rząd Tymczasowy planował ich wysiedlenie, bolszewicy jednak już w 1917 r. dostrzegli w nich narzędzie walki rewolucyjnej.


    Defilada oddziału cudzoziemców na Kremlu
    Władimir Boncz-Brujewicz odpowiedzialny za ochronę Lenina do osobistej ochrony Lenina i wodzów rewolucji w 1917 r. powołuje oddział biegłych w sztukach walki Chińczyków, w lutym 1918 r. Lenin w Piotrogrodzie organizuje legion cudzoziemski dla ochrony rządu.


    I tu przeważają Chińczycy. Widać ich potem na pogrzebie szefa Czeka Piotrogrodu Mojseja Urickiego, chronią Smolny, uczestniczą w stłumieniu buntu mieńszewików.


    !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Gippius w swoich pamiętnikach opisuje dokonywane przez Chińczyków w Piotrogrodzie masowe egzekucje, handel ludzkim mięsem, bestialstwo.

    Zachwycony ich działaniem Trocki w grudniu 1918 r. wzywa Lenina do włączenia do walki z kontrrewolucją najemników chińskich, których można przecież opłacić złotem, oczywiście zrabowanym przez bolszewików.

    Dyscyplina i podporządkowanie się dowódcy grupy sprzyjały wykonywaniu zadań zleconych przez bolszewików.


    http://rosjaorosji.blogspot.com/2017/12/chinczycy-w-rewolucji-pazdziernikowej-i.html#!/2017/12/chinczycy-w-rewolucji-pazdziernikowej-i.html


    https://1.bp.blogspot.com/-Myv_hJgQmXU/Wka2apNBiRI/AAAAAAAAEMk/I-wdGlzwEKQpHvi2Ic5OlScypvzQFHVRwCEwYBhgL/s1600/rewolucja%2Bchi%25C5%2584ski%2Blegion.jpg

    https://4.bp.blogspot.com/-4wJlie7rg88/Wka3FL8rnTI/AAAAAAAAEM4/KjFWHtTYyPUhXgUNe65lJXeyJpzoYAw3QCEwYBhgL/s1600/rewoluja%2Bobcy%2B1920%2Bparada%2Bna%2BKremlu.jpg


    https://4.bp.blogspot.com/-ZlNm7reCK1s/Wka11WizAXI/AAAAAAAAEMg/s33Bg-F_omM1wjX-lWWll9qq4jzyDW36gCEwYBhgL/s1600/Rewolucja%2BChiny%2B1.jpg




    Bogumił Boguchwał

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30